Menu

DYWAGACJE LOGOPEDYCZNE

Spostrzeżenia logopedy, wprawki dla dzieci, które mają kłopoty artykulacyjne, niedosłuch, problemy z uczeniem się.

Dorośli u logopedy

bealo27

 

Za błędy rodziców ponoszą konsekwencje ich dzieci. Nieprawda???

A jednak prawda!

Trafiaja do mnie studeni pedagogicznych kierunków, którzy na 3 roku zostają oświeceni, że mówią z błedami artykulacyjnymi. Dość późno. A dlaczego nie powiedziano im tego, gdy wybierali sie na studia? Sorry, taki mamy system.

I co dalej? Zmieniać kierunek, jakoś się przemknąć, czy ćwiczyć?

Moim zdaniem, ngdy nie jest za późno. Nie twierdzę, że jest łatwo, ale jest to możliwe, prawdopodobieństwo sukcesu przy dużej motywacji jest ogromne. w skali 1 do 6 będzie trzeba pracować na 7 :). Napewno się uda!

Od czego należy zacząc? 

Po pierwsze zanleźć dobrego logopedę i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Na dodatek, pamiętać na każdym kroku, o tym jak mówimy i próbować wdrażać w życie wszystko, co pokazał nam logopeda. On za nas tego nie zrobi. Musimy sami. Nauka to popełnianie błędów. Błędy to błogosławieństwo. Dzięki nim wiemy jak nie należy tego robić.  

Do roboty, nie obijajcie się, im ciężej będziecie ćwiczyć tym szybciej pokonacie swój problem. 

Jeszcze jeden warunek, pamietajcie o zasadzie uczenia się:

krócej, a częściej!

 

 

 

Systematyczność - metoda zdartej płyty!

bealo27

Bez powtarzalności nie ma sukcesu w terapii logopedycznej.

To pierwsze przykazanie dla rodziców.  Wyrobienie wprawy artykulacyjnej wymaga czasu. Jest on tym krótszy, im częściej powtarzamy zalecone przez logopedę ćwiczenia.

W najprostrzych do skorygowania wadach wymowy wystarczy permanentne przymoninanie dziecku jak ma układać usta, gdzie trzymać język, itd, itd. Problem znika jak ręką odjąć. Przy bardziej skomplikowanych wadach wymowy należy postepować ścisle według wskazówek logopedy. Wydłuża się tylko czas terapii. 

Metoda zdartej płyty jest w tym przypadku najskuteczniejszą metodą.

Znam dzieci, które niemal znienawidziły swoich rodziców za cięgłe "nękanie", zwracanie im uwagi i zmuszanie do powtarzania ćwiczeń. Ale znam też efekty tych uporczywych zabiegów, kochajach swoje dzieci rodziców!  

To głuche dzieci, które bez takiego podejścia rodziców nie poradziłyby sobie w świecie słyszących czy dzieci z bełkotliwą mową, które rozumiała jedynie matka.

Ku przestrodze przed lenistwem rodziców chcę wspomnieć   o tych, którym się nie chciało.

Dorośli z wadami wymowy, z francuskim "r".... to dzieci właśnie tych rodziców. Szkoda, prawda? Czas biegnie bardzo szybko i jest, w przypadku wad wymowy, wrogiem.

Im później zaczniesz ćwiczyć i rzadziej to robisz, tym gorzej!   

 

Zdrowy rozsądek … w zaniku ?

bealo27

Szukasz pomocy dla swojego dziecka? Bardzo dobrze! Wchodzisz na strony gabinetów logopedycznych, rehabilitacyjnych, wczesnego wspomagania i… Feria barw, orgia nazewnictwa, ofert mnóstwo: fizjoterapia, terapia odruchów, terapia ręki, integracja sensoryczna, terapia taktylna, terapia mowy słuchu, etc. Można mnożyć nazwy, przekonywać, że coś jest lepsze, coś gorsze. Nie kwestionuję żadnej z tych propozycji. Tylko należy zadać sobie pytanie. Czy każda z tych terapii może być stosowana oddzielnie? Skuteczna terapia jest zawsze polisensoryczna /oddziałująca na wszystkie sfery/, holistyczna /ujmująca dziecko jako całość/. Musi angażować całą osobowość dziecka. Jeżeli u małego dziecka terapeuta angażuje tylko jedną sferę to powodzenie terapii jest mniejsze. Twierdzę tak na podstawie własnego doświadczenia logopedy pracującego z dziećmi słyszącymi i niedosłyszącymi. Kiedy terapia logopedyczna jest wzbogacona np. ćwiczeniami rozwijającymi zdolności poznawcze to przebiega szybciej i skuteczniej. Dołożenie jeszcze ćwiczeń motorycznych jeszcze bardziej pomaga. Rozwój ruchowy jest ściśle związany z rozwojem mowy. Wniosek jest prosty, prawda? Rozmawiając z potencjalnym terapeuta naszego dziecka zwrócimy uwagę jaka jest jego propozycja. Co proponuje

 

Jesteśmy całością !

bealo27

Ostatnio przeczytałam ciekawy artykuł na temat wpływu przeróżnych czynników na rozwój mowy. Nie jest to odkrycie Ameryki, a raczej podsumowanie dotychczasowej wiedzy 

i doświadczeń logopedów. Wspomniano w nim, że np. w ssanie, połykanie, żucie zaangażowane są te same elementy anatomii ustno-twarzowej, które biorą udział  
w artykulacji. W związku z tym jakiekolwiek ich zaburzenia mają wpływ na prawidłowość artykulacji. Okazuje się, że  należy iść dalej
i upatrywać powiązań z postawą oraz rozwojem motorycznym dziecka.  Ja poszłabym jeszcze dalej i włączyła rozwój zdolności poznawczych, aby dopełnić całości.   Wracamy do filozofii, która od dłuższego już czasu przyświeca szeroko rozumianej edukacji czyli filozofii humanistycznej, traktującej człowieka całościowo.

Wracając do artykułu:

Wyodrębniono trzy grupy dzieci z różnymi zaburzeniami mowy:

1. Dzieci z zaburzeniami artykulacji /przyczyną są zaburzenia czynnościowe aparatu artykulacyjnego/

2. Dzieci z poważnym opóźnieniem mowy lub jej brakiem

3. Dzieci z zaburzeniami płynności mowy

Codzienne wykonywanie pewnych ćwiczeń rozwojowych może działać stymulująco na rozwój mowy. Taki trening należy uzupełniać
o ćwiczenia rozwijające umysł czyli zabawy w myśleniu, rozwijaniu zmysłów itd.

Nie będę opisywać wszystkiego - odsyłam do artykułu w nowym magazynie "Forum Logopedy" /można pobrać za darmo/. Zauważono np., że nieprawidłowości w obrębie obręczy miedniczej mają wpływ na żuchwę i zgryz. Tu bym polemizowała i zachęcała do odwiedzenia ciekawej strony na facebooku pana Marcina Doleckiego, ortodonty. jedynego, spośród 5, u których leczyłam swoje dziecko, a który wiedział co robi. W przypadku mojego dziecka było odwrotnie - to nieprawidłowości żuchwy spowodowały krzywy kręgosłup. Żadne ćwiczenia korekcyjne wad postawy przez kilka lat nie pomogły. Dopiero korekcja zgryzu załatwiła sprawę. 

Oczywiście wszystko nie jest takie proste i należy mad tym się bardziej pochylić.

Pointa jest następująca: Logopedia jest również nauką interdyscyplinarną i skupianie się tylko na samych ćwiczeniach artykulacyjnych jest dużym uproszczeniem. 

Jak łatwo szastać opiniami cd.

bealo27

Kolejny przykład kompetencji przedszkolnego psychologa. Jaka jest różnica miedzy naszymi, a cudzymi dziećmi? No własnie! Nasze chronimy, pielęgnujemy, otaczamy parasolem, aby nie stykały się ze złym światem. Jakże wspaniałe potrafimy dawać rady innym rodzicom, szczególnie kiedy jesteśmy "specjalistami". Tak, cudzysłów jest tu konieczny. 

Pokora - to słowo, którego wielu specjalistom brakuje. Syndrom boga w wydaniu edukacyjno-psychologicznym.

Dlaczego o tym piszę? Jestem zwykłym logopedą. Staram się uczyć dzieci poprawnie mówić i trafiają do mnie przeróżne małe istotki. Jedne gadają jak najęte, inne milczą przez kilka tygodni zanim przekonają się, że nie gryzę, jeszcze inne nic nie rozumieją itd. itd. Czy tak trudno zrozumieć, że komunikacja polega na przekazaniu informacji dziecku i sprawdzeniu czy dotarła. Jeżeli dziecko nie reaguje to przyczyny mogą być wielorakie. Jeżeli dziecko nie reaguje, kiedy po raz pierwszy widzi panią psycholog, nie odzywa się, nie chce się z nią bawić. Dlaczego??? MA AUTYZM, zespół Aspergera, zaburzenia zachowania i co tam jeszcze wymyślono.

Czy wy zawsze podczas pierwszego spotkania z nieznajomym mówicie mu o wszystkim i opowiadacie historię swojego życia? Jeżeli tak to coś z wami nie w porządku. Po pierwsze brak wam dobrego wychowania. Po drugie...  domyślcie się.

Do rzeczy. Czterolatek, który nie mówi poprawnie "r" /jeszcze nie musi/ i nieznacznie sepleni przychodzi do mnie na zajęcia. Jest trochę nieśmiały, zaczął reagować na moje rozpaczliwe próby zachęcenia go do zabawy dopiero po miesiącu. Bawiłam się sama. Ciekawe co myślała wtedy przyglądająca się wszystkiemu mama? Któregoś razu nagle przemówił, normalnie, bez wstydu, jak gdyby nigdy nic. Zachowywał się jak mój najlepszy kumpel. Nadzieja wstąpiła we mnie i rodziców. Ćwiczy pięknie i niedługo będzie mówić jak trzeba.

Ale po co o tym piszę? Chłopiec trafił do przedszkola, gdzie panie /również pani psycholog/ chyba ominęły wykłady z psychologii rozwojowej, oświadczyły matce dziecka, że nie bawi się ono wspólnie z kolegami - to raczej jeszcze normalne w tym wieku i jest wycofane, mało mówi, czasem nie reaguje na komunikaty pani wychowawczyni. Podejrzewają autyzm. I wszystko na ten temat. Dalszy komentarz nie jest potrzebny, prawda?

Jakie byłyby nasze odczucia po usłyszeniu takich wyroków? Ale nie chodzi o nasze dziecko, tylko cudze! To nie my musimy rozpoczynać marszu po specjalistach, aby udowodnić, że nasze dziecko nie jest wielbłądem i nie potrzebna mu opinia czy orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnegoz poradni psychologiczno-pedagogicznej . 

Tytułem wyjaśnienia: chłopiec ma lekki niedosłuch, dopiero co zdiagnozowany. Może on spowodował, że nie słyszał co mówi pani. Skupiał się przecież na ciekawej zabawie.

I może pamiętajmy o zdrowym rozsądku w ferowaniu wyrokami!

© DYWAGACJE LOGOPEDYCZNE
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci