Menu

DYWAGACJE LOGOPEDYCZNE

Spostrzeżenia logopedy, wprawki dla dzieci, które mają kłopoty artykulacyjne, niedosłuch, problemy z uczeniem się.

Kto jest odpowiedzialny za efekty terapii?

bealo27

 

rodzina1

 

Nikt i wszyscy! Dlaczego postępów nie ma, dlaczego mimo regularnych wizyt u specjalisty dzieci nadal źle mówią, a rodzice zdają się tego nie zauważać? Czy to norma?

Jest kilka etapów terapii logopedycznej. Pierwszy to przygotowanie do poprawnego mówienia, wybrzmiewania głosek. Kolejny to właściwa terapia czyli nauka poprawności. Potem następuje utrwalenie wprawy artykulacyjnej i automatyzacja w mowie. Na tym etapie ważna jest samokontrola dziecka. Zdarzy się to tylko, gdy nauczymy dziecko myśleć o poprawnym mówieniu.

Im dziecko jest młodsze tym proces ten trwa krócej. Łatwiej utrwala się dobry nawyk. Im starsze tym wolniej. Tym bardziej, że w miarę jak dziecko rośnie i rozwija się, mowa staje się automatyczna i dziecko przestaje myśleć jak mówi. Spieszcie się zatem Rodzice! To dlatego tak trudno nauczyć dorosłych poprawnego mówienie, gdy mają już złe nawyki. Wniosek wyciągnijcie sami.

Należy pamiętać jeszcze o kilku rzeczach, które wpływają na sukces terapii. Jak złożona jest wada wymowy, czy dziecko ma niedosłuch oraz czy rodzice mówią poprawnie i potrafią kontynuować ćwiczenia w domu.

I najważniejsze - motywacja oraz zaangażowanie rodziców, które prawie zawsze przekłada się na postawę dziecka. Pamiętajmy, aby wspierać dziecko i ćwiczyć razem z nim. Powodzenie gwarantowane. Jeśli kochasz swoje dziecko i skoczysz za nim w ogień to pamiętaj lepiej, że miłość przejawia się w dbaniu o dziecko w każdej sferze, a inwestycja w poprawne mówienie zawsze się opłaca. Powodzenia !

 

obrazek: http://publicdomainvectors.org/pl/wektorow-swobodnych/Wektor-clipart-dziwne-kresk%C3%B3wka-rodziny/33733.html

 

Geny logopedyczne!

bealo27

 

rodzina

Geny nas determinują! Zarówno cechy osobowości, zachowanie, wygląd jak i wszystko pozostałe precyzują geny odziedziczone po naszych przodkach. Nie dajmy się jednak zwariować. Uporem, chęcią, konsekwencją możemy wiele zdziałać, wiele zmienić.

Również w rozwoju mowy obserwujemy tego przejawy.

Cała rodzina ma tendencje do przodozgryzu, nieprawidłowego połykania i otwierania ust. Teraz, wizyta u ortodonty, kiedy dziecko jest jeszcze małe, odpowiednie ćwiczenia i już. Problem rozwiązany!.

Rodzice czasem niezauważają, że mówią źle, że odstają od innych.

Panuje powszechne przekonanie, że dziecko wyrośnie i wszystko, za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, samo się zmieni. Otóż nie! Nic samo się nie zmieni. Progenia będzie się pogłębiać, język będzie wypychał zęby i zaczną się problemy z kręgosłupem.

Jak myślicie Państwo?  Tłumy logopedów pracują w szkołach, przedszkolach, poradniach, a poziom sposobu mówienia, wybrzmiewania naszego języka jest coraz bardziej żenujący. Nie ma ciągu dalszego.

Pytam rodziców: „czy dziecko chodzi do logopedy”? „Tak”, pada odpowiedź. „Jakie ćwiczenia Państwo wykonujecie w domu”? Cisza! Właśnie! To jest sedno całej sprawy.

Kiedy idziemy do lekarza, dostajemy receptę i zażywamy zalecone leki. Przestrzegamy tej samej pory, uważamy, aby nie przedawkować itd.

Lekarstwem logopedy do regularnego stosowania są ćwiczenia, jakie zaleca do wykonywania w domu.

Równica jest zasadnicza. Nie wydajemy pieniędzy tylko poświęcamy swój czas. Motywacja jest bardzo prosta: kochamy swoje dzieci ponad życie i zrobimy dla ich dobra wszystko. Czy na pewno?

Nie wątpię, że tak jest, ale inaczej to wygląda w moim gabinecie Połowa rodziców przyprowadza dzieci i spieszy się coś załatwić w czasie zajęć. Mają godzinę wolnego.

Pozostając na zajęciach Rodzice maja wszystko pod kontrolą. Widzą, co robi z ich dzieckiem logopeda. Monitorują ewentualne postępy i obserwują jak zachowuje się ich dziecko. Najważniejsze, doskonale wiedzą, co robić w domu.

 

Wiecie, jaka jest jeszcze tego dobra strona? Terapia będzie trwała znacznie krócej.

O to chodzi, żeby najszybciej jak można, uporać się z problemem.

Powodzenia!!!

 

 

http://publicdomainvectors.org/pl/wektorow-swobodnych/Grafika-wektorowa-portret-rodziny/29062.html 

 

Jak zmusić dzieci do pracy? Kapusta głowa pusta!

bealo27

kapusta

 

Tak, nie pomyliłam się! Jednak poprawnie politycznie powinno być: zachęcić. To prawda, jednak większość dzieci trzeba zmuszać do robienia czegokolwiek. Przez "zmuszanie" mam na myśli doprowadzenie do sytuacji, aby chciało wykazać jakąkolwiek aktywność.

W przypadku dzieci o wysokim IQ problemu nie ma. Są chętne, mają  wysoką ciekawość poznawczą.

Co innego z przeciętniakami i tragedia  ze słabeuszami. Ci pierwsi, przy odrobinie inwencji ze strony rodzica czy nauczyciela, potrafią podjąć zadanie. Ci ostatni, wiadomo.

Wojsko lubi być dowodzone. To hasło powinno przyświecać pracy z dziećmi od początku ich edukacji. Zbyt wiele wolnego czasu nie sprzyja rozwijaniu aktywności poznawczej. Musi być ona kierowana. Ponadto uważam, że to rodzic i  nauczyciel wiedzą lepiej co jest dobre dla dziecka. Dziecko nie może decydować co chce robić. Puszczanie pociech samopas prowadzi do sytuacji, jaka często występuje we współczesnej szkole. Na czele: z brakiem zasad dobrego zachowania u dzieci. 

Tajemnicą poliszynela jest, że szkoła ma niewiele do zaproponowania w porównaniu zresztą świata. Przyczyna jest banalna: brak funduszy. A szkoła jest biedna. Zapytajcie jakiegokolwiek nauczyciela ile dostaje na potrzebne mu do  pracy materiały. Większość powie, że nic. Ja korzystam z dobroci znajomych i żebractwa. ale czy tak powinno być.  

W jakim zawodzie dopłaca się do stanowiska pracy?

W zawodzie nauczyciela!

Ale miało być o zachęcaniu. Logopeda ma stosunkowo trudno. Jego zajęcia polegają na powtarzalności. Konieczne jest utrwalanie wprawy artykulacyjnej. Jest to skuteczne, jeżeli w koło Macieju, powtarzamy.

Moja metoda jest banalnie prosta. Jeżeli mamy do czynienia z prostą wadą, na przykład niepoprawna artylukacja głoski "b" ćwiczymy ją najpierw w izolacji, czyli prawidłowo wybrzmiewamy. Oczywiście konieczna jest dla małych dzieci odpowiednia bajeczka, aby wymawianie jej miało dla dziecka sens.

Następnie ćwiczenia koncentrują się na sylabach z "b" w jej nagłosie: ba,be,bo,bu,by.

Potem: aba,ebe,obo, ubu,yby lub  abe, ubo, ebu, ybe, abo itd.

Dobrze jeśli wymyślimy wyrazy  zaczynające się na "b", ale proste: bok, byk, bak, bek, buk, bóg. Jeszcze prościej jest zamiast wyrazów ćwiczyć sylaby: bok,buk,byk,bek, bak, bol,bal, bel, bol, bat, bet, but, bot, byt, bap, bep, bup.... Możliwości jest dużo więcej niż przy wymyślaniu wyrazów.

Te sylaby ćwiczymy tak długo, aż "b" będzie brzmieć jak trzeba.

Kontynuujemy zabawy z "b", ale teraz już w środku sylab i wyrazów, a następnie na końcu. Tu jednak pojawia się problem, ponieważ "b" jest głoską dźwięczną i w wygłosie wyrazów traci tę właściwość i brzmi jak "p". I w tej sytuacji przydaje się logopeda.

Ćwiczcie ze swoim dzieckiem w domu, jednak nie rezygnujcie z porad logopedy. On wie lepiej i wskaże Wam odpowiedni kierunek.

Do Was należy "zadręczanie" dziecka ćwiczeniami, a efekt będzie murowany. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

clipart z:http://publicdomainvectors.org/pl/wektorow-swobodnych/Kapusta-z-jej-li%C5%9Bci-wektor-clipart/18134.html

Ratunek w samogłoskach!

bealo27

 

 

Abstract_Love_Tree_Vector_Graphic

Nie zrobię kariery pisarskiej! Wracam do rzemiosła.

Dawno nie pisałam o artykulacyjnych aspektach mówienia.

Dzieci należy wdrażać, aby mówiły wyraźnie, starannie i nie ”połykały” końcówek wyrazów.

Posłuchajmy dorosłych. Im już nie można pomóc, ponieważ zła wprawa artykulacyjna jest tak mocno utrwalona, że zmiana tego trwać będzie lata.

Dzieci dopiero się uczą. Uczenie to popełnianie błędów. Mają prawo mówić źle, a naszym zadaniem jest pokazanie jak poprawnie wypowiadać słowa.

 

Ćwiczenia dla małych dzieci:

  • Wokalizowanie na samogłoskach czyli wypowiadanie „a”, „o”, „u”, „e”, „y”, „i” w różny sposób: aaaaaaaaaaaa, oooooooooooo, uuuuuuuu czy a a a a a, u u u u u.

    Samogłoski możemy przeciągać lub wypowiadać staccato. Każdy sposób wypowiadania samogłosek, który przyjdzie nam do głowy jest dobry.

  • Wypowiadanie samogłosek z różnym zabarwieniem emocjonalnym / wesoło, smutno, żartobliwie, rozpaczliwie…/.

  • Mówienie krótkich wierszyków, zdań przeciągając wymowę samogłosek. Z przesadą otwierajmy  przy tym buzię:

    Ala, Ola i Ela to moje motyle.

    Ola ma oko i Ela ma oko.

    Mama ma to i owo.

    Kama ma kota, a Ewa ma dom.

 

Warunkiem wykonywania tych ćwiczeń jest prawidłowy oddech i dokładne, nawet przesadne wybrzmiewanie głosek.

Samogłoski w magiczny sposób wpływają na poprawę artykulacji. Otwierajmy szerzej buzię wypowiadając je, a od razu zauważymy efekty.

 P

a

a

a

a

a

a

!

 

 

 

 

 

 

http://all-free-download.com/free-vector/download/abstract_love_tree_vector_graphic_148026_download.html

 

 

Polska szkoła jest wspaniała!

bealo27

 

kura

 

Biję się w piersi !!! Znalazłam mnóstwo błędów w swojej pisaninie. Wstyd jak diabli. Przecinki, "sens" przez "ę". Jestem dyslektykiem i trochę się zapominałam.

Wytłumaczę się choć to nic nie zmienia. Problem z pisaniem mam od zawsze ze względu na dysleksję, ale również od momentu, kiedy zaczęłam pracować w jednych z "lepszych" gimnazjów i liceów. Uczęszczało  tam dużo trudnych dzieci z rodzin patologicznych. Nie sądzę, aby były to takie dzieci. Nie miał kto się nimi zająć. Na tym polegała ta patologia. Byłam nauczycielem wspomagającym przez kilka lat. Słowo "już" przez "sz", "drzwi" przez "dź"  to norma. Teraz częściej zastanawiam się nad pisaniem i czasem widać skutki kontaktów z dysortografikami. Nikt nie jest doskonały. Doskonałość jest nudna. 

Ale o tym koniec. Postaram się bardziej.

Komentarze były dla mnie straszne. Mieliście rację. Teraz będę bardzo uważać i pisać tekst w Wordzie, a potem wklejać. Niestety justowanie tekstu nie jest na blogu możliwe i „z” czy „o” na końcu linijki jest nieuniknione.

Może jestem jednym z rozgoryczonych nauczycieli. Mam dość dopłacania do swojego zawodu i okradania swoich dzieci. Kupowania innym dzieciom materiałów do pracy. To tylko wierzchołek góry lodowej. Jeden zeszyt i długopis na cały rok, który od razu oddajesz dzieciom, ponieważ nie mają w czym i czym pisać. O dzieci powinni dbać ich rodzice, a nie tylko ich nauczyciele.

 

Robię to, ponieważ kocham te dzieci i żal mi ich. Aby im pomóc musiałabym wziąć je do domu i wychowywać. Dzięki mojej pracy i nieortograficznemu zaangażowaniu mnóstwo dzieci zdało maturę, przechodziło z klasy do klasy, zrozumiało, że od nich zależy ich przyszłość.

Dlatego mam w nosie drobne błędy i komentarze tych co nic nie wiedzą o prawdziwej szkole. To ja borykam się codziennie z takimi problemami, o których nic nie wiecie. A szkoła jest biedna i dlatego czasem niewydolna, a nauczycielom opadają ręce.

Jest i druga strona mocy. Cudowni rodzice, którym zależy. wspaniałe, inteligentne dzieci, którym też zależy. Jednak ja, wybrałam tę ciemniejszą stronę. Głusi, chorzy, nie tak sprawni intelektualnie jak przeciętne dziecko, to moi ulubieni uczniowie.

I nie piszcie o frustracji takich nauczycieli jak ja, ponieważ nie macie pojęcia o mojej pracy i moich zawodowych problemach. A największy z nich to wymagania, które stawia system szkolny i głodne albo zmęczone dziecko, które musiało pracować na budowie, aby pomóc własnej matce.

 

 

 

 

 

 

 

https://openclipart.org/detail/226878/pout

 



 

Nowy rok szkolny, nowe zmiany na gorsze!

bealo27

Już nie wierzę, że polskie szkolnictwo czeka coś dobrego. Wszystkie zmiany jakie obserwuję przez 2o lat to zmiany na gorsze. Nie jest moim zamiarem tylko krytykowanie, jednak mój optymizm wypalił się już.

Jestem zdania, że tylko specjaliści, dobrze wykształceni powinni pracować w szkole. Powinni specjalizować się w określonej dziedzinie. To oczywiście nie wyklucza możliwości, aby nauczyciele poszerzali swoją wiedzę i doskonalili się. Ja sama mam 1o podyplomówek i 100 innych kursów. Ze wstydem muszę przyznać, że kończyłam je by móc dalej pracować. Jak w kalejdoskopie zmianiały się przepisy o kwalifikacjach nauczycieli.

Jeszcze w latach 90-tych logopedia była pedagogiką specjalną i, już po kilku latach nie. Żeby pracować     z dzieckiem, które ma orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego nauczyciel musi posiadać odpowiednie kwalifikacje z oligofrenopedagogiki czyli umieć pracować z dziećmi upośledzonymi umysłowo /teraz niepełnosprawność intelektualna - semantyka/. Zaczęła się jazda. Wszyscy rzucili sią na studia podyplomowe. Moim zdaniem, niestety większość o niskim poziomie.

Teraz wszyscy mamy kwalifikacje z oligofrenopedagogiki, surdopedagogiki, rewalidacji etc., etc.,

I na miłość boską, dlaczego zmuszamy dzieci z niesprawnością intelektualną / pozwalają na to przepisy/ do nauki w klasach z dziećmi w normie intelektualnej.  Moim zdaniem to totalna pomyłka. Nie ma integracji intelektualnej. Przyjaźni się ktoś z was z upośledzomymi /to okropne słowo/? Bywacie z nimi na wspólnych imprezach i dyskutujecie o abrakadabrycznych elukubracjach immanentnej negacji??? No właśnie!

Pracowałam w klasach integracyjnych w liceum i wiem jak trudno jest takim dzieciom. Nawet jeśli zdadzą maturę, to co dalej. Unieszczęśliwiamy je. Powinny nauczyć się zawodu, żyć na własny rachunek. To możliwe. 

 Co z dziećmi w normie? Jestem tolerancyjna i chcę, żeby wszyscy mieli prawo do tego, co sobie wymarzyli, ale ..... Tych "ale" jest tak dużo!  Ja na przykład, mimo całego życia zawodowego z dziećmi z dysfunkcjami, nie wysłałam swoich dzieci do klas integracyjnych. Uważam, że w życiu nic nie ma po równo i mamy prawo decydować. No właśnie, rodzice mają prawo decydować, ale ja nie chcę, aby moje dzieci były narażane na niższy poziom nauczania w klasach integracyjnych. I dyskusji ciąg dalszy..... Ale to już dyskusja w sferze etyki, filozofii itp.

 

Na dodatek nauczyciele przedmiotów muszą zdobywać nowe dyplomy, aby utrzymać pracę ponieważ nie mają godzin do etatu. Matematyk szkoli się z informatyki, biolog kończy studia z chemii lub geografii. Nie może przecież nauczyciel biologii w gimnazjum uczyć chemii ponieważ na pięciu latach  studiów  miał tylko  chemię przez 3 lata i nie są to wystarczające kwalifikacje do nauczania w gimnazjum.

Co za pech! Nauczyciele coraz lepiej wykształeni, a poziom uczniów i ich wiedza pod zdechłym azorkiem. Problem jest bardziej złożony oczywiście.

Na dokładkę jeszcze prawa ucznia i żadnych praw dla nauczycieli. Niedługo smutna mina belfra będzie predysponowała do wyrzucenia  go z pracy. Nie przesadzamy? Twarde zasady są konieczne, uczeń musi się podporządkować i koniec. To my rodzice, nauczyciele wiemy co dla dziecka jest dobre i jak należy postępować. Oczywiście obserwujemy dziecko i sondujemy czy jest zadowolone i robi postępy. Jednak czy gdyby nie determinacja rodziców i np zmuszanie dziecka do ćwiczeń na pianinie to wielu znakomitych pianistów świat by nie ujrzał. Przykłady można mnożyć.

Ale może nie mam racji! Pozwólmy dzieciom decydować o sobie. Niech rozwijają się w swoim tempie. Po co je męczyć. Niech sobie rosną pod kloszem. Po jakie licho rozkład dnia, dyscyplina wewnetrzna...

Czeka je przecież świetlane życie. I czekanie na mannę z nieba. Delikatne i nieodporne na stres i bez własnego zdania. Zarozumiali pieniacze bez wykształcenia, którym wolno wszystko. Prostakami lepiej się manipuluje. 

A my nauczyciele dalej siedźmy cicho, bójmy się o swoją pracę i dokształcajmy się na studiach, które nic nowego nam nie dają. Ciągle w kółko to samo. Kolejny dyplom bez nowych umiejętności.

Góry papierów czekają, rozbudowane programy, wspaniałe oceny opisowe /trzeba będzie ich napisać kilkadziesiąt to "kopiuj wklej" będzie jak znalazł/. 

A ZDROWY ROZSĄDEK GDZIE??????

Czy już nikt nie myśli. Przecież nikt nie czyta stosów papierów. Nie dlatego, że nie chce, ale kiedy?

Nie mnóżmy przepisów! 

I na koniec wisienka na torcie. Wf. Czy to tak trudno się domyslić dlaczego dzieci nie chcą ćwiczyć? Sama załatwiałam dziecku zwolnienie. Powodów jest kilka. U dziewczyn najbardziej banalny. Po lekcji wf-u jest 10 minut na ubranie się i pójście na nastepne lekcje. Jest się brudnym, zakurzonym, spoconym i trzeba dalej siedzieć tak przez kolejne godziny. Po 2 godzinach intensywnego grania w kosza iść na matematykę, popisać się błyskotliwością umysłu. 

Może trzeba zapytać nauczycieli i uczniów. Przez tyle lat mojej pracy nigdy nikt nie zapytał mnie co sądzę. Podobno pytają, Tylko kogo ?

To rozżalenie przemawia przeze mnie. Ale martwię się o przyszłość. Chciałabym, żeby moje wnuki chodziły, tak jak ja, do szkoły masowej, Jednak już teraz muszę oszczędzać na czesne dobrej szkoły prywatnej, gdzie obowiązują sztywne zasady, gdzie nie ma ziewania i ociągania się. Czego się Jaś nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał!

 

 

źródło obrazka:http://krzysiu.net/pl/darmowe-cliparty-od-krzysiu-net-czesc-2/

 

 

Chłopcy są głupsi od dziewczynek!

bealo27

imagebot

"Pan Bóg stworzył najpierw mężczyznę bo chciał zacząć od zera" :)

Chłopcy mówią później, Mowa jest u nich "ciężka", Ble,ble, ble. Takie głupoty powtarzają ludzie. To, że jesteśmy inni to fakt. Dobrze, że na świecie są kobiety i mężczyźni. Nic tego nie zmieni. Wspaniale, że są różnice płci. Z racji biologii są  nam przypisane role i to jest w świecie wspaniałe. Mam dość babochłopów i zniewieściałych facetów.

Kocham normalne kobiety i normalnych facetów.

Małe dzieci też są różne. Nie dajmy się zwieść równouprawnieniu. Żaden różowy dla chłopców i niebieski dla dziewczynek. Dziewczynki są słodkie, delikatne więc kochają różowy. 

W rozwoju mowy, w ogóle, w rozwoju intelektualnym, fizycznym, emocjonalnym różnimy się wzajemnie i w jednym jesteśmy lepsi, w innym gorsi, wolniejsi. Co z tego??? Bardzo dobrze, każdy z nas, chłopak czy dziewczyna, jest inny, wspaniały na swój sposób.

Nikt nie będzie mi mówił jak mam wychowywać swoje dzieci ! No może już to czas przeszły ponieważ je wychowałam. Tylko to ja decydowałam jak to robić. NIE DAJCIE SIĘ ZWARIOWAĆ! Nie słuchajcie głupot o wychowaniu, decydowaniu się przez dziecko  na płeć. Rozważcie dobrze do jakiego żłobka, przedszkola wysyłacie swoje dzieci. Czy nie robi się na nich głupich eksperymentów przebierania chłopców za dziewczynki czy odwrotnie. To fajna zabawa, ale kiedy maja na to ochotę.

To prawda, że należy być czujnym i obserwować swoje dziecko. Zdarzyć się może wszystko. Nasz pupilek może mieć konotacje w tęczowym kierunku, ale to Wy, Rodzice będziecie z waszym dzieckiem i pomożecie mu znaleźć własną tożsamość. Nikt inny. 

 

 

 

 

Wakacje, czas na odpoczynek od trudnych spraw!

bealo27

 

ada_mozaika

 

Możliwości intelektualne są szczególnie uzależnione od kondycji psychicznej dziecka. Pobudzająco na inteligencję działają czyjeś zainteresowanie, pochwały, równowaga psychiczna, średni poziom ambicji oraz zdrowie psychiczne.

Co to oznacza? Nie trwońmy wakacyjnego czasu na nakręcanie spirali planowania nowego roku szkolnego. Waszego planowania oczywiście. To nie będą plany waszego dziecka. A co ono mysli? Pewnie nie mysli o tym w ogóle, ale musicie znaleść inny sposób na poruszenie tego tematu.  Nie mówmy dziecko bez przerwy co go czeka po wakacjach, jak ma się wziąć do nauki, ile czeka go pracy. Metoda zdartej płyty! Pamietacie? Nie jest skuteczna!

 

Z tym przesłaniem, pozdrawiam i trzymam kciuki za  mądre poruszanie trudnych tematów.

 

Wakacje z dzieckiem

bealo27

Children_of_the_sun

Pogoda wspaniała, nic nie chce się na robić. A jednak wychowanie własnych dzieci nie ma wakacji. Kochamy je więc zrobimy dla nich wszystko. Staniemy na głowie, żeby przygotować je do życia jak potrafimy najlepiej.

Wszystkie dzieci, nawet te, które nie przejawiają żadnych opóźnień, powinny być cały czas stymulowane prze dorosłych pod każdym względem. Mam tu na myśli rozwój funkcji czuciowo-ruchowych, językowych, spostrzegania wzrokowego, słuchowego i kinetyczno-dotykowego, myślenia, pamięci, uczenia się i motywacji.

Na dodatek, możliwości intelektualne są szczególnie uzależnione od kondycji psychicznej naszego dziecka. Stwórzmy wyjątkowe wakacje, komfort, taki jakiego nie znajdują w czasie roku szkolnego. Pobudzająco na kondycję psychiczną i inteligencję działają: nasze zainteresowanie dzieckiem, pochwały, jego równowaga psychiczna, średni poziom ambicji oraz zdrowie psychiczne. To wszystkie wiecie Państwo, ale przypominam bo to niezmiernie ważne. Miłych wakacji Wam życzę !!

 

 

 

 

Rozbudzanie wyobraźni dzieci wpływa na rozwój mowy!

bealo27

 

 


Wszystko, co robimy z naszymi dziecmi ma wpływ na późniejsze ich życie. Jest tajemnicą poliszynela, że małe dzieci chłoną wszystko jak gąbka. Dlatego uważajcie, co mówicie, co robicie i nie odkładajcie niczego na potem. A zbrodnią jest nic nie robić.

Dzisiaj o wyobraźni małych dzieci. Niekiedy przybiera taką formę, że sądzimy, iż nasze dziecko to patologiczny kłamca :). Nie przejmujcie się tym, tylko kierujcie myślenie dziecka na właściwe tory. Warto poczytać o bujnej wyobraźni dzieci w stosownych podręcznikach. Jest ich mnóstwo więc nie będę  o tym pisać. Pamietać należy jednak o najważniejszym. Wasze dziecko jest bezkrytyczne wobec was i wszystko, o czym mówicie traktuje jako święte. Dla niego to wy wszystko wiecie i zawsze macie rację. Pamietacie z dzieciństwa jak matka mówiła, że czeka was zamiatanie ulicy jak  nie będziecie się uczyć? Ona tylko żartowała, a mnie prześladowało to każdego dnia, kiedy dostałam gorszy stopień.

W ten sposób można wmówić dziecku bardzo duże złego i zaprogramowac je na całe życie. Mówcie więc swoim dzieciom, że są wspaniałe, wszystko może im się udać, jeśli tylko się postarają. Pozwólcie zabłysnąć swojemu maluszkowi.

Pamiętajcie: nagrody to najwspanialsze narzędzie w waszych rękach. I Nie mam na myśli lizaków, czekolad, zabawek, gier komputerowych. Nagrądą jest wasz uśmiech, wspólny spacer, pochwała.

Nie zrzędźcie i nie dulczcie w kółko o tym samym. Gadaniem niewiele wskóracie! Poświęćcie czas dziecku, to wszystko.

© DYWAGACJE LOGOPEDYCZNE
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci